Showing posts with label walking. Show all posts
Showing posts with label walking. Show all posts
My Little µAdventure
Every weekend I and Vega, a very early morning, about 06oo we go for a long walk.
Vega does not like the news and does not like to deviate from the usual route. She likes check if anything has changed since last week.
We walk along the canal port, up to the windmill on the beach. As you can hear in this video clip - the sound of water is with us. On the beach chasing birds - crows and gulls. Of course there is no chance to catch them, but it is worth a run.
After more than three hours of hiking and overcome about 10 km - back home.
weekend - 09'2013
Przedłużony o piątkowy urlop weekend. Czas spędzony intensywnie i towarzysko.
Piątek wcześnie rano. Lato powoli dogania pierwsze zwiastuny jesieni.
Kuracjusze stopniowo opuszczają wyspę. Zabierają ze sobą bagaże i mam nadzieję trochę wrażeń w pamięci.
Uczestniczyli i dobrze się bawili: Aubrieta, Karola, mała Maria, Paweł i Vislav.
Wczesny poranek ostatniego dnia sierpnia nie należał do zbyt słonecznych.
Wyspiarki: Nive z Singapuru - Karolina ze Świnoujścia. Poznały się w Singapurze, spotkały po jakimś czasie w Świnoujściu.
Fotki z świnoujskiej plaży.
SUP na plaży
Soboty ciąg dalszy. Po porannym spacerze i popołudniowym pływaniu na desce - wybraliśmy się do tawerny w Kamminke.
Miał być klimatyczny zachód słońca nad zalewem, wyżerka i dobra zabawa przy muzyce na żywo.
Sprawdziło się wszystko poza pogodą. Niestety już spacerując polami w stronę Kamminke dopadł nas rzęsisty deszcz i nie opuszczał do końca. W tawernie wszystkie miejsca bardziej suche były zajęte.
Na szczęście na tarasie znaleźliśmy parasol kiwający się w sztormowym wietrze i od czasu do czasu polewający nas wodą.
Ale co tam. Wyżerka, jak zwykle była niezła. Zabawa dobra, były też tańce i różne pogawędki. Można było zapomnieć o przemoczonych ciuchach, przynajmniej od czasu do czasu.
Kapelusz trochę się w deszczu zdefasonował. Panamy tak miewają. Jednak wystarczy uforomować i wysuszyć i znowu będzie trzymał fason - do następnego deszczu.
Deszczowa tawerna
Pogoda niezbyt dopisała na spacery i wieczór w tawernie. Padało cały czas, momentami intensywnie. Trzy razy zmienialiśmy stolik uciekając przed kroplami deszczu rozwadniającymi piwo.
Tawerna jest w wersji letniej i przy kiepskiej pogodzie nie wszystkie stoliki są pod dachem. Ponadto nie przewidywaliśmy, że będzie tłoczno.
W zamian fajne towarzystwo i dobra zabawa. Warto było zawędrować w strugach deszczu w to miejsce.
Niedziela w tym przedłużonym o urlopowy piątek weekendzie była już na luzie, czyli z mniejszą aktywnością.
Kiedyś trzeba trochę poleniuchować i podrzemać w porze dziennej.
Oczywiście, jak zwykle poranny spacer z Vegą. Później spotkanie z kumplem w marinie dla omówienia kolejnych projektów. I to było na tyle.
Piątek
Piątek wcześnie rano. Lato powoli dogania pierwsze zwiastuny jesieni.
Kuracjusze stopniowo opuszczają wyspę. Zabierają ze sobą bagaże i mam nadzieję trochę wrażeń w pamięci.
Sympatyczne popołudnie nad Zalewem Szczecińskim.
Uczestniczyli i dobrze się bawili: Aubrieta, Karola, mała Maria, Paweł i Vislav.
Sobota
Wczesny poranek ostatniego dnia sierpnia nie należał do zbyt słonecznych.
później się przejaśniło
Wyspiarki: Nive z Singapuru - Karolina ze Świnoujścia. Poznały się w Singapurze, spotkały po jakimś czasie w Świnoujściu.
Fotki z świnoujskiej plaży.
SUP na plaży
Soboty ciąg dalszy. Po porannym spacerze i popołudniowym pływaniu na desce - wybraliśmy się do tawerny w Kamminke.
Miał być klimatyczny zachód słońca nad zalewem, wyżerka i dobra zabawa przy muzyce na żywo.
Sprawdziło się wszystko poza pogodą. Niestety już spacerując polami w stronę Kamminke dopadł nas rzęsisty deszcz i nie opuszczał do końca. W tawernie wszystkie miejsca bardziej suche były zajęte.
Na szczęście na tarasie znaleźliśmy parasol kiwający się w sztormowym wietrze i od czasu do czasu polewający nas wodą.
Ale co tam. Wyżerka, jak zwykle była niezła. Zabawa dobra, były też tańce i różne pogawędki. Można było zapomnieć o przemoczonych ciuchach, przynajmniej od czasu do czasu.
Kapelusz trochę się w deszczu zdefasonował. Panamy tak miewają. Jednak wystarczy uforomować i wysuszyć i znowu będzie trzymał fason - do następnego deszczu.
Deszczowa tawerna
Pogoda niezbyt dopisała na spacery i wieczór w tawernie. Padało cały czas, momentami intensywnie. Trzy razy zmienialiśmy stolik uciekając przed kroplami deszczu rozwadniającymi piwo.
Tawerna jest w wersji letniej i przy kiepskiej pogodzie nie wszystkie stoliki są pod dachem. Ponadto nie przewidywaliśmy, że będzie tłoczno.
W zamian fajne towarzystwo i dobra zabawa. Warto było zawędrować w strugach deszczu w to miejsce.
Niedziela
Niedziela w tym przedłużonym o urlopowy piątek weekendzie była już na luzie, czyli z mniejszą aktywnością.
Kiedyś trzeba trochę poleniuchować i podrzemać w porze dziennej.
Oczywiście, jak zwykle poranny spacer z Vegą. Później spotkanie z kumplem w marinie dla omówienia kolejnych projektów. I to było na tyle.
Subscribe to:
Posts (Atom)

















































































































